Przejdź do treści

Rozmowa

     Wysoki młodzieniec o blond włosach i błękitnych niczym morze oczach ostrożnie otworzył duże brązowe drzwi biblioteki, starając się przy tym zminimalizować zbędny hałas. Miał na sobie podróżne odzienie a przygotowany, niewielki bagaż czekał na niego w pokoju. Wszystko, co było niezbędne do wędrówki od dawna zostało przygotowane, włącznie z mieczem. Pozostało mu się jedynie uzbroić w niezbędną wiedzę.

     Zaczął niepewnie przechodzić pomiędzy regałami w poszukiwaniu kogoś, kogo znał jedynie z opowieści swoich przyjaciół. Wtem zatrzymał się i podszedł do szczupłego oraz niezwykle wysokiego mężczyzny pochylonego nad jedną z grubych ksiąg. Uważnie przyjrzał się okularom, z którymi ponoć miał się nie rozstawać oraz jego koszuli o nieco zniszczonym materiale.

     – Przepraszam – szepnął do mężczyzny a ten obrócił głowę tak, jakby przed chwilą został wyrwany z rozmyślania. – Czy pan jest może panem Adalbertem?

     – Tak – odpowiedział równie cicho. – W czym mogę służyć?

     – Przyszedłem tu, aby się od pana dowiedzieć kilku rzeczy.

     – Dobrze.

     Wstał niespiesznie z krzesła i uporządkował rozłożone na biurku książki w stos.

     – Biblioteka jest miejscem do czytania, a nie na rozmowy. Czy przeszedłbyś się ze mną?

     Wyszli z niezwykle obszernej, pełnej złocistych promieni biblioteki. Poczęli przechadzać się po obszernym ogrodzie pełnym leciwych drzew oraz gęstych krzewów, które zdawały się rosnąć tu naturalnie chwaląc się swym przyrodzonym wdziękiem. Powietrze wypełniała woń przeróżnych kwiatów, które przebrane w barwne płatki zdawały się starać o uwagę spacerowiczów. Szli piaszczystą ścieżką pomiędzy leniwie bujającymi się konarami a niekiedy przed nimi przelatywały puchate pyłki sprawiające, iż to miejsce zdawało się jeszcze bardziej magiczne.

     – Czego chcesz wiedzieć, młodzieńcze?

     – Szczerze powiedziawszy dokładnie sam nie wiem. Mam za małą wiedzę, aby móc zadać jakieś konkretne pytanie.

     – To jaka tematyka cię interesuje?

     – Pragnę wyruszyć daleko na wschód, tam, gdzie panuje mrok.

     Adalbert spojrzał na niego nieco zaskoczony.

     – Młodość rządzi się swoimi prawami. Chęć poznania nieznanego, wykazania się odwagą. Jest to jej naturalny etap. Zapewne też wiesz, jak bardzo jest to niebezpieczne i z jakim ryzykiem się to wiąże. Pozwól mi poznać powód takiej decyzji, bo może to, czego szukasz jest bliżej ciebie, niż ci się wydaje.

     – Właśnie dlatego przyszedłem do pana, aby zasięgnąć języka. Chcę tam wyruszyć, aby dokładniej poznać zjawy – przerwał zakłopotany.

     – Mów dalej. Słucham.

     – Chcę dowiedzieć się, co nimi kieruje, dlaczego czynią tyle zła. Chcę wiedzieć, o czym myślą, czego chcą. Znamy je jako bezlitosne, okrutne i niezwykle potężne. Jeżeli udałoby się nam je dokładniej poznać, to może wtedy moglibyśmy odwieść je od zbliżającego się konfliktu i w końcu nastałby pokój.

     Zapanowała krótka cisza.

     – Wybacz, lecz to co powiem zrani cię. Zapewne każda ze zjaw ma swoje indywidualne powody do walki jak też pewne wspólny cel dzielony przez każdy mroczny byt. Może jest w nich więcej człowieczeństwa niż się nam na pierwszy rzut oka wydaje. Zapominasz jednak o jednej, bardzo istotnej kwestii. Zjawy są innymi istotami niż my. Aby stać się jedną z nich, należy przejść przez pewien rytuał. Nikt z nas nie zna jego dokładnego przebiegu, ale z tego, co nam wiadomo, aby się udał przyszła zjawa musi własnoręcznie kogoś poświęcić. Musi to być wbrew woli ofiary. Oprawca nie może przy tym odczuwać wyrzutów sumienia. Powiedz mi, kto o dobrym sercu byłby w stanie uczynić coś takiego dla zyskania większej siły i nieśmiertelności?

     Młodzieniec zawahał się.

     – Pamiętaj, że jeżeli będziesz kiedyś rozmawiał ze zjawą, to staniesz w oko w oko z bezlitosnym mordercą. Co prawda może pewne zjawy miały wyrzuty sumienia po swoim występku, lecz czy możemy mieć pewność, ile oraz czy takie zjawy były? Należy zadać sobie wtedy również pytanie ile było takich, które nie poprzestały jedynie na ofierze do rytuału i dalej przelewały krew.

     Galahad zaczął ponownie się zastanawiać.

     – Może da się kogoś z nich zmienić na lepsze?

     – Może tak albo i nie. Jest to wątpliwe, takiego zadania musiałby się podjąć ktoś o dużej wiedzy oraz doświadczeniu w negocjacjach. Pomimo znalezienia takowego specjalisty próba poznania zjaw i przekonania do pokoju prawdopodobnie byłaby bezowocna. Jeżeli spojrzymy wtedy na ryzyko, jakie ze sobą niesie taka wyprawa, to lepiej jest spróbować zmienić świat na lepsze na inny sposób.

     Nagle twarz młodzieńca rozjaśniła się.

     – A co z Cieniem Armii? On przecież bezpośrednio szkodził i powstrzymywał długo wrogie oddziały a przecież jest zjawą!

     Nauczyciel westchnął.

     – Zacznijmy od tego, że nie wiadomo, gdzie jest. To utrudnia dogłębne poznanie dlaczego walczy przeciwko swojemu rodzajowi. Innym, niezwykle ważnym aspektem jest to, że mieć wspólnego wroga to jedno, ale czynić dobro to drugie. Jedyne, co go różni od innych zjaw to tylko to, przeciw komu walczy. Sieje ogromne spustoszenie na polu walki, może nawet większe od pozostałych mrocznych bytów. Jest równie bezlitosny jak reszta z nich.

     – Wciąż… – Galahad zamyślił się. – Skoro on walczy przeciwko złu, to istnieje szansa, że jakieś inne zjawy również mogłyby to uczynić. Wtedy by mniej ludzi ginęło w wojnie. Poza tym nie wykluczone, że udałoby się kogoś sprowadzić na dobrą drogę.

     – Jeżeli byłoby więcej takich jak Cień, to dlaczego się jeszcze do niego nie przyłączyli? Obawiam się, że on może być niestety wyjątkiem. Cel, który chcesz osiągnąć prawdopodobnie jest niewykonalny a wędrówka niezwykle niebezpieczna. Jeszcze nikomu z nas nie udało dojść do ziem należących do zjaw i powrócić. Prawdopodobnie twoja podróż skończy się tak samo. Są różne sposoby, na które można pomóc. Bardziej bezpieczne oraz przede wszystkim skuteczniejsze. Nie widzę sensu w marnowaniu życia, które może pomóc innym istnieniom. Znasz trochę lecznictwa. Tyle wystarczy aby ratować potrzebujących przy granicy. Czy jest sens umierania dla niepewnej sprawy gdy można pomóc tu i teraz?

     Młodzieniec zamyślił się. Zmartwienie wpełzło na jego urodziwą twarz.

     – Prawdopodobnie nie – stwierdził po chwili – ale wciąż chcę spróbować. Może faktycznie wstrzymam się bezpośrednio z daleką wyprawą na wschód. Pobędę trochę dłużej na granicy. To nie zmienia jednak faktu, że chcę spróbować swych sił.

     – Rozumiem. Nie będę cię powstrzymywać.

     – Mam w sumie jeszcze jedno pytanie – rzekł po chwili namysłu. – Załóżmy, że spotkałem zjawę i że nie jest ona przychylnie do mnie nastawiona. Co powinienem zrobić?

     – Przede wszystkim nie dopuścić do takiej sytuacji. Jeżeli jednak do niej dojdzie… Zjawy są niezwykle potężne, silniejsze od nas. Ich ciało, jeżeli można to tak nazwać, jest inne od ludzkiego. Nie zabijesz zjawy poprzez odcięcie jej głowy w przeciwieństwie do zwykłego czarodzieja. W jednej z bitew setki lat temu w walce przeciwko jednej z najsilniejszych zjaw stanęło pięciu najpotężniejszych z nas. Udało się ją unicestwić, lecz poległo przy tym trzech mistrzów. Samodzielnie w konfrontacji nie masz najmniejszych szans.

     Galahad sposępniał.

     – Bardzo dziękuję za rozmowę.

     – Pamiętaj – rzekł nauczyciel gdy młodzieniec chciał już odejść – że jeżeli zmienisz zdanie, nie bój się do nas powrócić. Tchórzostwem nie można nazwać podjęcia racjonalnej decyzji, lecz strach przed przyznaniem się do błędu już tak.

     Galahad ponownie podziękował, po czym pobiegł aby wyruszyć w długą drogę. Adalbert śledził go długo wzrokiem w zadumie, po czym ponownie zaczął się przechadzać piaszczystą ścieżką. Myśli otoczyły go niczym wirujący wokół niego ozłocony słońcem puch.