Przejdź do treści

Błękitna Jaskinia

     Mężczyzna leżał wycieńczony na kamiennej powierzchni. Wszędzie panowała głucha cisza przerywana kapaniem wody oraz jego niespokojnym oddechem. Mimo tego, że przed chwilą uciekł przed nieznaną mu bestią, poczuł nagłe znużenie i szybko pogrążył się w głębokim śnie.

     Ocknął się. Nie wiedział, ile czasu upłynęło odtąd, jak przeszedł przez portal. Z trudem uniósł głowę. Rozejrzał się po wnętrzu jaskini. Na wilgotne, niemalże czarne kamienie padał błękitny blask tworzący przyjemną dla oka grę świateł. Wydobywał się on z głębi nieznanych mu kryształów, które zdawały się stanowić jedność z otaczającymi je nieregularnymi skałami. Mężczyźnie zrobiło się ciemno przed oczami. Powieki mimowolnie zaczęły mu opadać. Niemalże natychmiast począł podążać krętymi szlakami w krainie marzeń sennych.

     Już miał sięgać do skrzyni pełnej skarbów gdy zaczął słyszeć donośne głosy z wyczuwalną paniką. Rozejrzał się po komnacie ze snu, którą zaczął spowijać mrok. Zdezorientowany otworzył powieki. Poczuł silny uścisk na ramieniu. Uniósł niemrawo głowę. Obdarzył nieznajome oblicze rozkojarzonym spojrzeniem.

     Przed nim stał mężczyzna w sile wieku z nieznacznie rozczochranymi włosami o barwie ciemnego blondu. Patrzył on na podróżnika bystrymi, zielononiebieskimi oczami. Uspokoił się, gdy spostrzegł, iż przybysz obudził się.

     – Podaj mi to – zwrócił się do stojącego obok niego towarzysza różniącego się od niego jedynie rysami twarzy.

     Wycieńczony podróżnik poczuł jak ktoś wlewa mu do ust napój, którego dawno nie kosztował. Chwilę zajęło mu rozpoznanie smaku gorzałki. Pił łapczywie dotąd, aż nie zabrakło przynoszącego ukojenie trunku. Wtedy podano mu kawałek chleba. Błyskawicznie pochwycił go i zaczął łapczywie jeść. Pieczywo nieco zaczęło kruszyć się w jego dłoniach. Po krótkiej chwili wypiek całkowicie zniknął. Będący najbliżej niego mężczyzna pomógł mu usiąść.

     – Jak się czujesz? – spytał się go nieznajomy pochylając się nad nim.

     Milczał patrząc przed siebie nieprzytomnie.

     – Jak masz na imię? – odezwał się do niego drugi.

     Mężczyzna wymamrotał coś niezrozumiałego.

     – Czy możesz powtórzyć?

     – Dagonet…

     – Dagonecie, pomożemy ci. Ja jestem Syriusz, a to jest Eugeniusz – wskazał na towarzysza. – Pomożemy ci – powtórzył, po czym razem zaczęli nieść Dagoneta, który po kilku minutach stracił przytomność.

     Obudził się. Nie otwierając oczu przekręcił się na drugi bok i zakrył się jeszcze bardziej pościelą. Domyślił się, że jest w łóżku, lecz teraz go to nie interesowało. Był zanadto wycieńczony, żeby przejmować się czymkolwiek. Usłyszał czyjeś kroki oraz subtelny szelest materiału. Ktoś pochylił się nad nim. Nie otworzył oczu.

     Zbudził go przyjemny zapach pieczonego mięsa. Ociężale uniósł powieki. Z początku nie wiedział, gdzie się znajdował, lecz po chwili wszystko sobie przypomniał. Rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu oświetlanym przez małe, aczkolwiek liczne błękitne kryształy wyrastające gdzieniegdzie pomiędzy częściowo oszlifowanymi ścianami jamy. Leżał on na łóżku postawionym niedaleko kotary, która prawdopodobnie zastępowała drzwi. Naprzeciwko niej po drugiej stronie pomieszczenia znajdował się stół wraz z krzesłem. Danie pozostawione na blacie wyglądało dla Dagoneta apetycznie, lecz aby się do niego dostać musiał pokonać kilka kroków.

     Niechętnie wstał. Z trudem przesunął krzesło, na które następnie upadł. Z niezadowoleniem spostrzegł, iż niewielki spacer zabrał mu prawie wszystkie siły. Odczekał chwilę, po czym posilił się tłustym kawałkiem wieprzowiny. Zagryzał go co jakiś czas jeszcze ciepłym pieczywem. Mężczyzna zaczął się zastanawiać, skąd mają tu świeże mięso, lecz szybko przestał pochłonięty jedzeniem. Gdy skończył wstał podpierając się o oparcie krzesła. Jego wzrok padł na tajemniczą, ciemną kotarę. Kusiło go, aby zobaczyć, co znajduje się po jej drugiej stronie. Zrobił kilka kroków, lecz szybko wyczerpany opadł na łóżko. Prawie natychmiast zasnął.

     Po odpoczynku niespiesznie wstał. Ktoś zabrał talerz i zastąpił go chlebem z cieknącym plastrem miodu. Mimo tego, że Dagonet nie odczuwał głodu, to zjadł wszystko z rozkoszą, zastanawiając się, czy kiedykolwiek jadł miód.

     Gdy skończył spostrzegł, że jest w znacznie lepszej kondycji niż poprzednio. Rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym podszedł do kotary. Uchylił ją nieznacznie i spojrzał na pusty korytarz. Zaczął nim iść, starając się przy tym jak najbardziej oszczędzać siły.

     Spostrzegł, iż znajdowało się tu wiele podobnych pomieszczeń do tego, w którym przebywał. Były one jednak puste a kotary zostały rozchylone. Na końcu korytarza Dagonet widział większą przestrzeń z kamiennym sklepieniem. Miejsce przypominało mu piaszczyste pustkowie, lecz zdawało mu się przyjaźniejsze. Po przeciwnej stronie znajdowały się liczne odnogi, w które nie miał ani siły ani ochoty się zagłębiać.

     – Witam! – usłyszał za swoimi plecami. Obrócił się zdezorientowany.

     Jeden z jego wybawców szedł szybko i lekko. Zatrzymał się tuż przed Dagonetem z niewielkim uśmiechem na twarzy.

     – Jak twoje samopoczucie? Wiedzę, że masz się znacznie lepiej odkąd cię ostatnio widziałem. Smakowało?

     – Tak. Dawno czegoś tak dobrego nie jadłem. Czuję się dobrze.

     Gospodarz zlustrował go wzrokiem.

     – Pamiętaj tylko, aby zanadto się nie przemęczać. To jest najbardziej zdradliwy okres. Myślisz, że wszystko jest dobrze, idziesz na dłuższą przechadzkę i nagle opadasz z sił. 

     – Jak stąd wyjść?

     – Pokażemy ci, tylko najpierw chcemy być pewni, że się w pełni zregenerowałeś. Nie chcemy, abyś zaraz po rozstaniu się z nami stał się ofiarą kogoś lub czegoś. Pozwolisz, że porozmawiamy o tym jutro. Wracając do tematu przechadzek: masz ochotę na jedną krótką?

     – Może być – powiedział po chwili namysłu. – Ty jesteś…?

     – Syriusz. Pójdźmy może w tę stronę – rzekł, wskazując na rozwidlony koniec korytarza.

     – Długo to zajmie?

     – Nie. Nie będziemy zwiedzać całości.

     Mężczyzna zaczął oprowadzać Dagoneta po krętych korytarzach. Po chwili spostrzegł, iż jego podopiecznemu zaczyna brakować sił. Odprowadził go do sypialni po czym zostawił samemu sobie. Podróżnik opadł wycieńczony na łóżko i szybko pogrążył się w głębokim śnie.

     Zbudziły go donośne kroki na korytarzu. Gdy wstawał, ktoś odchylił kotarę.

     – O, widzę, że się obudziłeś. Dobrze ci się spało?

     – Tak. To możemy ustalić, kiedy mogę wrócić do swoich interesów?

     – Właśnie mieliśmy to wspólnie omówić przy śniadaniu. Syriusz powiedział mi, że udałeś się wczoraj na przechadzkę, toteż uznaliśmy, że masz wystarczająco sił, aby towarzyszyć nam w posiłku.

     Eugeniusz zaczął prowadzić Dagoneta licznymi korytarzami. Ten liczył puste pomieszczenia, lecz stracił rachubę gdy doszedł do trzydziestu. Wiele z pokoi było całkowicie zaniedbanych. Mężczyznę ciekawiło, po co ich tyle mają, lecz nie spytał się o to. Uznał, że nie ma powodu, aby się tym interesować.

     Weszli do dużego pomieszczenia. Stał tam długi na kilka metrów stół. Znajdowało się przy nim wiele krzeseł. najbliższe wyjścia były nowe, ale te na drugim końcu wyglądały tak, jakby mogły się rozpaść w każdej chwili. Spotkali Syriusza, który właśnie skończył nakrywać do stołu. Gestem poprosił ich, aby zajęli miejsca, co też z chęcią uczynili. Wszyscy dostali pieczone mięso oraz nieco chleba i gorzałki. Dagonet spostrzegł, iż otrzymał zdecydowanie większą porcję od nich, lecz nic na ten temat nie powiedział.

     – Jak się tu dostałeś? – spytał się Dagoneta Syriusz rozpoczynając jedzenie.

     – Po co wam ta informacja? – rzekł biorąc duży kęs tłustej wieprzowiny.

     – Ze zwykłej ciekawości – odpowiedział po chwili Eugeniusz ukradkiem spoglądając na Syriusza. – My akurat dostaliśmy się poprzez portal w lesie. Spodobało nam się w tej jaskini, więc uznaliśmy, że zamieszkamy tu na stałe.

     – Tak, ja też przeszedłem przez portal.

     – Który? – odezwał się Eugeniusz. – Z Syriuszem odkryliśmy wiele różnych przejść prowadzących stąd w inne miejsca i w drugą stronę. Jedne prowadziły na przykład do jakiś lochów, inne do labiryntu czy też zamku.

     – To ja akurat trafiłem przez ten prowadzący do labiryntu.

     – Uu, Rubinowa Twierdza. Nieprzyjazne klimaty – skomentował Syriusz. – Całe szczęście, że wyszedłeś z tamtąd cało.

     – Dzięki, nie domyśliłem się tego.

     – Pozwól, że cię jeszcze spytamy, jak się dostałeś do tej fortecy. Bardzo nas to ciekawi, bo jak odwiedziliśmy to miejsce, to nie wiedzieliśmy innego przejścia oprócz portalu.

     – No bo chyba nie ma innego – odpowiedział przełykając. – Po prostu dotknąłem jakiegoś kryształu i tam się pojawiłem.

     – Kryształu?… – odezwał się Eugeniusz.

     – Takiego w jakimś starym opuszczonym zamku w lesie.

     – Szkoda. A mieliśmy nadzieję, że może uda nam się jakieś nowe miejsca odwiedzić – westchnął Syriusz. – Ale i tak bardzo dziękujemy za odpowiedź.

     – Nie ma sprawy. Teraz ja mam pytanie: kiedy będę mógł stąd odejść?

     Jego wybawcy spojrzeli na siebie.

     – Nie jesteśmy pewni, czy masz wystarczająco dużo sił, aby móc się sobą zająć.

     – Wystarczająco już wypocząłem i chcę już wracać do siebie.

     – Dobrze – powiedział po chwili. – Jeśli będziesz się dobrze czuł, to zaprowadzimy cię do odpowiedniego portalu jutro po obiedzie. Może być?

     – Tak. I bardzo dziękuję za pomoc.

     – Nie ma sprawy.

     Następnego dnia Dagonet odzyskał większość sił. Czas spędzał na rozmawianiu z Syriuszem oraz Eugeniuszem o wszystkim i o niczym. Po obiedzie zaprowadzili go na drugą stronę korytarza, gdzie znajdowała się duża jama, którą uprzednio chciał odwiedzić. Tam, rozsiane w losowych miejscach, stały jaśniejące portale. Jego wybawiciele wybrali jedno z przejść, z których Dagonet natychmiast skorzystał.

     Gdy upewnili się, że mężczyzna nie zawróci, Eugeniusz pstryknięciem palców zamknął wszystkie portale.

     – Jak myślisz, domyślił się, że nie jesteśmy zwykłymi ludźmi? – spytał się go Syriusz.

     – Myślę, że nie. Czuję, że w przeciwnym wypadku nie chciałby się z nami zadawać. Dobrze chociaż, że nie zsyłają do Rubinowej Twierdzy aż tylu nieszczęśników, co kiedyś.

     – Przynajmniej mniej osób umiera. Ale trochę szkoda, że nie mamy nic ciekawszego do roboty. Trochę nudne jest to ciągłe oczekiwanie na potrzebujących oraz szukanie informacji o artefakcie. Swoją drogą, co tam mówiłeś o jakiś lochach i zamku? Przecież mamy stale otwarte dwa portale, a jeśli jakiś tworzymy, to na krótko i na pewno nie w takich miejscach.

     – Małe kłamstewko, żebyśmy mogli go bardziej pociągnąć za język. Poza tym źle zadałeś pytanie.

     – Naprawdę? Musiałem się przejęzyczyć. Ale jedna rzecz mi się nie podoba. Jest tylko jeden taki zamek pasujący do opisu, w którym znajduje się jeden z kryształów do Rubinowej Twierdzy.

     Eugeniusz pokiwał głową.

     – Tylko że nie powinien potrafić się tam dostać. Ktoś musiałby zdjąć ochraniające go czary. Wiesz co, towarzyszu? Wydaje mi się, że szykuje się coś złego. I że chyba musimy szybko znaleźć więcej informacji o artefakcie. Może on niebawem odegrać kluczową rolę. Nie wiadomo tylko jeszcze, na czyją korzyść.