Przejdź do treści

Pierwsze spotkanie

     Dagonet rozdrażniony usiadł na przewróconym pniu i ze złością wpatrywał się w nagle urwane ślady wilka. Jego kilkudniowe polowanie okazało się nieskuteczne. Dawno obrałby sobie inny cel wędrówki. Powstrzymywało go od tego to, iż bestia wielokrotnie atakowała go gdy zbaczał z obranej przez nią drogi. Jedynym pocieszeniem był fakt, że zwierz pozostawiał za sobą wystarczająco nietkniętej zwierzyny, aby mężczyzna nie musiał martwić się o posiłek.

     Wtem usłyszał donośny szelest. Odwrócił się natychmiast w stronę źródła dźwięku trzymając swoją prowizoryczną broń w gotowości. Ujrzał sylwetkę przyodzianą w nieco obdarte odzienie. Była to istota o humanoidalnych kształtach, cała pokryta lśniącą czarną sierścią z długim, smukłym ogonem oraz głową kota. Tylko tego jeszcze brakowało, pomyślał Dagonet, po czym wstał gotowy do obrony bądź ataku.

     Kotołak zastrzygł uszami a końcówka ogona drgnęła gwałtownie. Odwrócił się zaciekawiony, lecz gdy ujrzał mężczyznę cofnął się gwałtownie nieco zakłopotany.

     – Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział uważnie badając mężczyznę jaskrawo zielonymi oczami. – Szukałem właśnie pewnego ptaka, który na ogół na mnie czekał, ale tym razem najwidoczniej zanadto się pospieszył i zgubiłem go.

     – Kilka dni temu widziałem jakieś ptaki, ale ostatnio ani jednej sztuki – Dagonet przyjrzał się dokładniej nieznajomemu, bardzo długo wahając się nad zadaniem pewnego pytania. Zapanowała niezręczna cisza. Kotołak, który z łatwością dostrzegł niepewność mężczyzny nie odezwał się ciekaw, co uczyni. W końcu łowca przerwał milczenie – Czy znasz magię?

     – Nie tak jak niektórzy, ale jakieś podstawy podstaw nie są mi obce. Mogę w czymś pomóc?

     – Nie mam przy sobie pieniędzy, więc co najwyżej w zamian mogę ci zaoferować nieco jedzenia.

     – Bez przesady. Polować potrafię a zapłaty nie potrzebuję. Jak będę w stanie pomóc, to pomogę. W czym tkwi problem?

     – Tu są ślady wilka, który mnie już od jakiegoś czasu prześladuje. Co jakiś czas znika i nie jestem w stanie go dorwać – wskazał na urywający się trop.

     Kotołak podszedł a mężczyzna cofnął się niepewnie, starając zachować bezpieczny dystans. Nieznajomy powąchał ślady i otoczenie.

     – Ten twój wilk chyba potrafi latać – stwierdził. – Nie prościej byłoby ci sobie darować?

     – Zrobiłbym to dawno, ale jak idę w inną stronę, to za jakiś czas powraca i mnie atakuje. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem.

     – To ciekawe – przyznał kotołak. – Nie będziesz miał nic przeciwko, jak razem pójdziemy w inną stronę? Nie widziałem wilka, więc trudno mi jest w czymkolwiek pomóc, ale może we dwóch uda się nam jakoś z nim poradzić.

     Dagonet spojrzał na niego z wyraźną wątpliwością na jego chudą sylwetkę. Kotołak szybko dostrzegł jego obiekcje.

     – Może nie jestem siłaczem, ale moja zwinność oraz zmysły powinny mi wystarczyć.

     – W zmysły trochę nie wierzę a co do zwinności to zaraz zobaczymy. Ale towarzyszysz mi tylko do pierwszego ataku wilka, nie dłużej.

     – Dobrze – powiedział podekscytowany. – Swoją drogą, na imię mam Zawisza.

     – A ja jestem Dagonet. Gdzie sugerujesz się udać?

     – Na ogół nie mam żadnego celu, chociaż ostatnio podążałem za ptakiem, którego jak już wiesz zgubiłem. Jeśli nie masz żadnego celu, to sugeruję po prostu pójść tam – wskazał palcem zakończonym pazurem w miejsce nieznacznie oddalone od ścieżki.

     Zaczęli iść w obranym kierunku. Dagonet co chwila rozglądał się na boki z włócznią gotową do ataku. Zawiszy zaczął się udzielać niepokój towarzysza, toteż jego ogon począł drgać nerwowo na każdy subtelny szelest. Minęła jedna chwila, następnie druga.

     – Już dawno powinien zaatakować – mruknął do siebie mężczyzna a kotołak jedynie rzucił ciekawe spojrzenie i powoli zaczął się rozluźniać coraz częściej błądząc wzrokiem wśród konarów drzew w poszukiwaniu zgubionego kruka.

     Szli w milczeniu jakby całkowicie zapomnieni przez wilka. Słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, toteż postanowili zrobić postój.

     – Nie masz nic przeciwko abym został z tobą przez noc? – spytał się Zawisza Dagoneta.

     Mężczyzna milczał. Z jednej strony bał się, iż kotołak może stanowić większe i mniej przewidywalne zagrożenie niż ścigany przez niego wilk. Z drugiej strony po raz pierwszy obawiał się spędzonej samotnie nocy. Przypomniał sobie, jak bestia zniszczyła za pomocą jakiejś magicznej sztuczki jego strzałę. Przeszył go chłodny dreszcz.

     – Jeśli nie chcesz mojego towarzystwa, to wystarczy powiedzieć – rzekł nieco urażony kotołak widząc wzdrygnięcie się mężczyzny.

     Już zaczął iść dalej, gdy Dagonet go wstrzymał.

     – Jakie masz magiczne zdolności? – spytał się go.

     – Przynajmniej te, które ma mój gatunek. I takich pytań się nie zadaje – zauważył.

     – Czy zniszczenie broni jest trudną sztuką? – spytał się zakłopotany swoim uprzednim nietaktem.

     – Z tego co mi wiadomo, to wiele zależy od tego, jak się daną broń niszczy i jaka ona jest.

     – Mówię o zniszczeniu kawałka prostej drewnianej strzały. Nie widziałem dokładnie, co się stało, ale rozległ się huk, błysnęło fioletowe światło i ze strzały pozostały drzazgi.

     Kotołak zadumał się.

     – Dziwne, dziwne… – zaczął mruczeć pod nosem, a Dagonet z ulgą zauważył, iż wiedza Zawiszy o magii jest mniejsza, niż się obawiał. – Trudne do stwierdzenia – powiedział po chwili kotołak. – Nic nie jestem w stanie na ten temat powiedzieć. To był ten twój wilk? – spytał się z lekkim niepokojem.

     – Nie, kiedyś usłyszałem, że takie magiczne sztuczki istnieją. Zawsze mnie ciekawiło, czy to jest trudne.

     W oczach kotołaka błysnął niepokój, lecz uznał, że przemilczy to kłamstwo.

     – Może jeszcze się nie rozdzielajmy – powiedział Dagonet widząc, iż Zawisza wciąż czeka na jego odpowiedź. – Zrobimy to może, gdy będziemy wystarczająco daleko, na przykład gdy opuścimy las – zasugerował.

     Kotołak uśmiechnął się z ulgą. Zaczął szukać w pobliżu chrustu na opał, ale starając się nie oddalić przy tym od Dagoneta. Im bardziej las pogrążał się w mroku, tym mocniej zaczynał się niepokoić możliwością spotkania wilka potrafiącego władać nieznaną mu magią.