Dagonet rozdrażniony usiadł na przewróconym pniu i ze złością wpatrywał się w nagle urwane ślady wilka. Jego kilkudniowe polowanie okazało się nieskuteczne. Dawno obrałby sobie inny cel wędrówki. Powstrzymywało go od tego to, iż bestia wielokrotnie atakowała go gdy zbaczał z obranej przez nią drogi. Jedynym pocieszeniem był fakt, że zwierz pozostawiał za sobą wystarczająco nietkniętej zwierzyny, aby mężczyzna nie musiał martwić się o posiłek.
Wtem usłyszał donośny szelest. Odwrócił się natychmiast w stronę źródła dźwięku trzymając swoją prowizoryczną broń w gotowości. Ujrzał sylwetkę przyodzianą w nieco obdarte odzienie. Była to istota o humanoidalnych kształtach, cała pokryta lśniącą czarną sierścią z długim, smukłym ogonem oraz głową kota. Tylko tego jeszcze brakowało, pomyślał Dagonet, po czym wstał gotowy do obrony bądź ataku.
Kotołak zastrzygł uszami a końcówka ogona drgnęła gwałtownie. Odwrócił się zaciekawiony, lecz gdy ujrzał mężczyznę cofnął się gwałtownie nieco zakłopotany.
– Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział uważnie badając mężczyznę jaskrawo zielonymi oczami. – Szukałem właśnie pewnego ptaka, który na ogół na mnie czekał, ale tym razem najwidoczniej zanadto się pospieszył i zgubiłem go.
– Kilka dni temu widziałem jakieś ptaki, ale ostatnio ani jednej sztuki – Dagonet przyjrzał się dokładniej nieznajomemu, bardzo długo wahając się nad zadaniem pewnego pytania. Zapanowała niezręczna cisza. Kotołak, który z łatwością dostrzegł niepewność mężczyzny nie odezwał się ciekaw, co uczyni. W końcu łowca przerwał milczenie – Czy znasz magię?
– Nie tak jak niektórzy, ale jakieś podstawy podstaw nie są mi obce. Mogę w czymś pomóc?
– Nie mam przy sobie pieniędzy, więc co najwyżej w zamian mogę ci zaoferować nieco jedzenia.
– Bez przesady. Polować potrafię a zapłaty nie potrzebuję. Jak będę w stanie pomóc, to pomogę. W czym tkwi problem?
– Tu są ślady wilka, który mnie już od jakiegoś czasu prześladuje. Co jakiś czas znika i nie jestem w stanie go dorwać – wskazał na urywający się trop.
Kotołak podszedł a mężczyzna cofnął się niepewnie, starając zachować bezpieczny dystans. Nieznajomy powąchał ślady i otoczenie.
– Ten twój wilk chyba potrafi latać – stwierdził. – Nie prościej byłoby ci sobie darować?
– Zrobiłbym to dawno, ale jak idę w inną stronę, to za jakiś czas powraca i mnie atakuje. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem.
– To ciekawe – przyznał kotołak. – Nie będziesz miał nic przeciwko, jak razem pójdziemy w inną stronę? Nie widziałem wilka, więc trudno mi jest w czymkolwiek pomóc, ale może we dwóch uda się nam jakoś z nim poradzić.
Dagonet spojrzał na niego z wyraźną wątpliwością na jego chudą sylwetkę. Kotołak szybko dostrzegł jego obiekcje.
– Może nie jestem siłaczem, ale moja zwinność oraz zmysły powinny mi wystarczyć.
– W zmysły trochę nie wierzę a co do zwinności to zaraz zobaczymy. Ale towarzyszysz mi tylko do pierwszego ataku wilka, nie dłużej.
– Dobrze – powiedział podekscytowany. – Swoją drogą, na imię mam Zawisza.
– A ja jestem Dagonet. Gdzie sugerujesz się udać?
– Na ogół nie mam żadnego celu, chociaż ostatnio podążałem za ptakiem, którego jak już wiesz zgubiłem. Jeśli nie masz żadnego celu, to sugeruję po prostu pójść tam – wskazał palcem zakończonym pazurem w miejsce nieznacznie oddalone od ścieżki.
Zaczęli iść w obranym kierunku. Dagonet co chwila rozglądał się na boki z włócznią gotową do ataku. Zawiszy zaczął się udzielać niepokój towarzysza, toteż jego ogon począł drgać nerwowo na każdy subtelny szelest. Minęła jedna chwila, następnie druga.
– Już dawno powinien zaatakować – mruknął do siebie mężczyzna a kotołak jedynie rzucił ciekawe spojrzenie i powoli zaczął się rozluźniać coraz częściej błądząc wzrokiem wśród konarów drzew w poszukiwaniu zgubionego kruka.
Szli w milczeniu jakby całkowicie zapomnieni przez wilka. Słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, toteż postanowili zrobić postój.
– Nie masz nic przeciwko abym został z tobą przez noc? – spytał się Zawisza Dagoneta.
Mężczyzna milczał. Z jednej strony bał się, iż kotołak może stanowić większe i mniej przewidywalne zagrożenie niż ścigany przez niego wilk. Z drugiej strony po raz pierwszy obawiał się spędzonej samotnie nocy. Przypomniał sobie, jak bestia zniszczyła za pomocą jakiejś magicznej sztuczki jego strzałę. Przeszył go chłodny dreszcz.
– Jeśli nie chcesz mojego towarzystwa, to wystarczy powiedzieć – rzekł nieco urażony kotołak widząc wzdrygnięcie się mężczyzny.
Już zaczął iść dalej, gdy Dagonet go wstrzymał.
– Jakie masz magiczne zdolności? – spytał się go.
– Przynajmniej te, które ma mój gatunek. I takich pytań się nie zadaje – zauważył.
– Czy zniszczenie broni jest trudną sztuką? – spytał się zakłopotany swoim uprzednim nietaktem.
– Z tego co mi wiadomo, to wiele zależy od tego, jak się daną broń niszczy i jaka ona jest.
– Mówię o zniszczeniu kawałka prostej drewnianej strzały. Nie widziałem dokładnie, co się stało, ale rozległ się huk, błysnęło fioletowe światło i ze strzały pozostały drzazgi.
Kotołak zadumał się.
– Dziwne, dziwne… – zaczął mruczeć pod nosem, a Dagonet z ulgą zauważył, iż wiedza Zawiszy o magii jest mniejsza, niż się obawiał. – Trudne do stwierdzenia – powiedział po chwili kotołak. – Nic nie jestem w stanie na ten temat powiedzieć. To był ten twój wilk? – spytał się z lekkim niepokojem.
– Nie, kiedyś usłyszałem, że takie magiczne sztuczki istnieją. Zawsze mnie ciekawiło, czy to jest trudne.
W oczach kotołaka błysnął niepokój, lecz uznał, że przemilczy to kłamstwo.
– Może jeszcze się nie rozdzielajmy – powiedział Dagonet widząc, iż Zawisza wciąż czeka na jego odpowiedź. – Zrobimy to może, gdy będziemy wystarczająco daleko, na przykład gdy opuścimy las – zasugerował.
Kotołak uśmiechnął się z ulgą. Zaczął szukać w pobliżu chrustu na opał, ale starając się nie oddalić przy tym od Dagoneta. Im bardziej las pogrążał się w mroku, tym mocniej zaczynał się niepokoić możliwością spotkania wilka potrafiącego władać nieznaną mu magią.