Postać zatrzasnęła dziennik i odłożyła go do torby. Uznała, że nim podejmie jakiekolwiek działania musi ustalić, czy więzienie było realne czy należało do świata iluzji.
Wsadziła rękę głęboko do torby szukając niewielkiej oraz niezwykle cennej szkatułki. Wiedziała, że jeśli chciała utrzymać kontrolę nad tym, którego zamierzała przywołać, to nie mogła pozwolić sobie na chwilę najmniejszej słabości. Czuła się już znacznie lepiej, więc stwierdziła, iż da radę podołać temu wyzwaniu. Po pewnym czasie znalazła szkatułkę. Przeniosła ją na sam wierzch przedmiotów w torbie po czym zamknęła bagaż. Uznała, że jest gotowa. Pomyślała o nim.
Coś przemknęło za jej ramieniem w stronę drzwi.
– Stój! – rzekła głośno władczym tonem.
Mroczny byt zatrzymał się tak, jakby drzwi strzegła jakaś niewidzialna siła. Syknął rozzłoszczony.
– Czego?
– Chodź, przydasz się.
Przywołany byt wymamrotał coś niepochlebnego, po czym uniósł się nieco w powietrze i niespiesznie podleciał do swojego pana. Była to istota stworzona z czarnego niczym ciemność dymu. Górną częścią ciała przypominała pozbawionego twarzy mężczyznę o dłoniach zakończonych krótkimi, acz ostrymi pazurami. Zamiast nóg miała długą smugę tworzącą stopniowo zanikający smukły ogon. Znajdowała się kilka stóp nad ziemią a lot sługi był płynny i pełen gracji, co w żaden sposób nie odzwierciedlało jego charakteru.
Postać zabrała torbę, powstała z krzesła i podeszła do drzwi a zjawa ruszyła za nią. Budynek najwidoczniej zaciekawiony zmianą jej zachowania przerwał pętlę, dzięki temu znaleźli się na korytarzu, w którym istota przebywała wcześniej. Poczekała aż przywołany opuści pomieszczenie. Gdy to zrobił, drzwi za nim zatrzasnęły się z hukiem i wtopiły w ścianę.
– Co to ma być? – spytał się byt z udawanym rozdrażnieniem próbując skryć pod nim nagły niepokój.
– Powód, dla którego tu jesteś – odpowiedziała Postać powoli otwierając torbę. – Masz zakaz zabierania mi czegokolwiek z ręki i dotykania torby wraz z jej zawartością dotąd, aż nie opuścimy tego więzienia.
Kiedy wyciągnęła szkatułkę i przeglądała znajdujące się w niej liczne probówki zjawa pomknęła do wielkiego pomieszczenia w którym znajdowały się puste księgi. Rozglądając się ujrzała rozbite lustro. Poszybowała do niego i uniosła jeden z większych kawałków szkła.
– Widzę, że ktoś przeżywał tu ciężkie chwile – rzekł byt na tyle głośno, aby mieć pewność, że pan go usłyszy. – Mogłeś mnie przywołać wcześniej. Może udałoby mi się ciebie pocieszyć okłamując, że to nie była twoja wina…
– Zamilcz! – warknęła głośno. Zjawa mimo woli zamilkła. Postać przerwała poszukiwania, aby nie utracić niezbędnej pewności siebie. Zaczęła się zastanawiać, czemu nie ukryła tamtego lustra. Szybko odtrąciła tę myśl wiedząc, że może ją tylko zgubić. Skoncentrowała się na swojej potędze, wysokim statusie oraz tych, którzy byliby w stanie za nią pójść w ogień. Odnalazła fiolkę, której szukała i zamknęła torbę. Usłyszała obok dźwięk tłuczonego szkła a pod jej nogami znalazł się fragment rozbitego lustra. Spojrzała na unoszącą się przed nią w powietrzu zjawę. Odczuła powoli narastający gniew.
– Na twoim miejscu nie robiłbym rzeczy, za które potem mogą mnie czekać przykre zadania do wykonania. Pamiętaj, że kiedy zechcę, to spotka ciebie kara. Nie ruszaj się. Możesz mówić – rzekła głośniej po czym zaczęła ostrożnie oraz oszczędnie obsypywać zjawę srebrno szarym proszkiem połyskującym urokliwie w ciepłym świetle pomieszczenia.
– My też w swoim czasie się odegramy, zobaczysz.
– A potem ja się odegram na was i koło się zatoczy.
– To trzeba było nas wtedy nie zabijać.
– Po pierwsze tej nocy zaatakowaliście mnie aby mnie okraść. Po drugie wtedy jeszcze nie wiedziałem, że coś, co robiłem od lat nagle będzie miało inne konsekwencje. Skończyłem, możesz się ruszać.
Zjawa odetchnęła teatralnie z ulgą i wzięła na palce trochę proszku. Przyjrzała mu się z ciekawością.
– Nie wolno ci się z tego oczyścić dotąd, aż tego nie powiem.
– Czemu? Strasznie to piecze, poza tym masz dużo podobnych dziwactw.
– To jest proszek, który był niezwykle ciężki do pozyskania. Pochodzi on ze skrzydeł niewielkich owadów całkowicie odpornych na magię oraz obecnie wymarłych. Tylko dlatego. A teraz spróbuj polecieć jak najdalej. Jeśli nie będziesz już mógł lub upłynie godzina, to wróć do mnie.
Zjawa wzbiła się w górę i pomknęła jak najszybciej przed siebie, zostawiając za sobą migoczącą smugę srebrnego pyłu. Szybko zniknęła Postaci z oczu, lecz po chwili wróciła.
– Nie mogłem dalej iść. Leciałem tam – wskazał szponiastym palcem w stronę licznych regałów ksiąg.
– Poczekaj tu.
Postać ruszyła żwawo przed siebie. Spacer zdawał się trwać bardzo długo, lecz po pewnym czasie uderzyła w niewidzialną drewnianą ścianę. Przywołała zjawę, która usłyszałaby jej rozkaz będąc nawet poza zasięgiem słuchu.
– Leć teraz prosto w górę. Jak najwyżej.
– I co jeszcze?
Postać nie odpowiedziała a zjawa pomknęła przed siebie. Po chwili dało się usłyszeć, jak uderzyła o drewniane deski.
– Tu jest koniec. Coś jeszcze?
– Tak. Możesz teraz zdjąć z siebie proszek i pokryć jak najgrubszą warstwą część sufitu. Zrób to dokładnie.
Zjawa zaczęła coś mamrotać, ale wykonała posłusznie polecenie. Gdy skończyła zleciała do Postaci.
– Coś jeszcze?
– Nie, możesz już iść.
Byt ucieszony nie tracił ani chwili. Pomknął przed siebie i zniknął pomiędzy regałami niepowstrzymywany tym razem przez żadne bariery, ponieważ potrafił przechodzić przez obiekty materialne oraz prawdopodobnie większość barier magicznych, chociaż nawet mimo tego nie miał możliwości porzucenia swojego pana.
Postać chciała przed opuszczeniem miejsca je zbadać, czego nie uczyniła wcześniej z tylko jej znanych powodów. Położyła dłoń na podłodze. Za pomocą umysłu zaczęła analizować swoje otoczenie. Szybko wyczuła budynek. Jak się spodziewała po swoim eksperymencie, nie był w pełni wytworem jej umysłu lecz domem, w którym znajdowała się czyjaś świadomość. Przez chwilę myślała, że ktoś został w nim zaklęty, ponieważ prawie nikt nie byłby w stanie przez cały czas jej pilnować i powstrzymywać przed ucieczką. Po chwili została wyprowadzona z błędu. Wyczuła, iż jedynie część świadomości kontrolowała budowlę a druga zdawała się nieobecna, jakby pogrążona w głębokim śnie. Zaniepokoiło ją to. Przeciwnik zdawał się być znacznie potężniejszy niż obecnie oraz starszy aniżeli uprzednio myślała. Uznała, iż musi nieco zmienić swoje plany.
Powstała. Spojrzała na mieniący się na suficie proszek. Uniosła rękę. Błysnęło zielone światło. Rozległ się donośny huk. Postać przeistoczyła się w wiązkę dymu, która pospiesznie przeleciała przez przejście, mijając strzaskane deski a następnie kamień. Po chwili znalazła się wysoko nad powierzchnią ziemi obserwując podnóże góry. Ku swojemu zadowoleniu zauważyła, że nie znajdowała się aż tak blisko unikanych przez nią terenów jak się na początku obawiała. Aby nie tracić cennego czasu i zobaczyć, czy nie ma innych oznak nadchodzącego niebezpieczeństwa, postanowiła jak najszybciej udać się w stronę umownej granicy.