Subtelny szelest liści leciwych drzew zakłócały spokojne acz pewne kroki czarnego niczym noc konia. Z daleka nie różnił się on od innych wierzchowców, lecz z bliska dało się dostrzec, iż z jego ciała unosił się szybko rozwiewający się w powietrzu czarny dym. Inną cechą, jeszcze bardziej podkreślającą jego niezwykłość były tęczówki, które w zależności od otoczenia przybierały barwę jasnego błękitu lub pastelowego fioletu. Jeździec z wyglądu przypominał człowieka, lecz przez to, iż twarz skrywała się w mroku, jego wygląd potrafił zasiać niepokój w niejednym sercu.
Wtem Postać wstrzymała swoją klacz, która niezadowolona potrząsnęła głową. Istota dostrzegła na skraju boru coś w tej okolicy niespotykanego. Zwróciła konia w stronę wielkiego, bogato zdobionego ogrodzenia zza którego był widoczny równo przystrzyżony i niezwykle wysoki żywopłot.
Nie widziała tego typu posiadłości pierwszy raz. Takowe ogrody miały praktycznie wszystkie mniej lub bardziej zamożne osobistości, na ogół szlachetnego pochodzenia. To, co najbardziej niepokoiło byt było położenie dworu. Znajdował się on w obszarze często nękanym wojną. To właśnie w tej części panowało największe ubóstwo, strach i choroby. Okoliczni monarchowie stawiali tu zamki oraz utrzymywali wojsko a nie tworzyli ogrody.
Postać rozejrzała się. Żywopłot zdawał się długi, lecz przecież wciąż mógł to być dworek jakiegoś szlachcica. Przeszła do stępa, aby oszacować wielkość terenu i rozwiać swoje potencjalne nieuzasadnione obawy. Klacz szła wzdłuż ogrodzenia a istota w tym czasie zastanawiała się, jak duże posiadłości widziała. Po dłuższej chwili stwierdziła, że nie pamięta dokładnie żadnej z nich. Poczęła szacować, ile już przejechała. Koń zaczął iść pod górę zagłębiając się w bór. Ku jej zaniepokojeniu ogród nie kończył się na wzgórzu, lecz zbiegał dalej w dół, a przez częściowo zasłaniające go drzewa zdawał się nie mieć końca. Postać zastanowiła się przez chwilę. Jeśli pamięć jej nie myliła, to rzekomy dworek miałby większe rozmiary od dwóch najmniejszych znanych jej ogrodów pałacowych będących własnością zjaw o niemałym majątku. Przeszła w kłus, który po krótkiej chwili zmienił się ku uciesze klaczy w galop. Dopiero po kilku minutach udało się im dotrzeć do końca. Koń chciał biec dalej, lecz istota go wstrzymała i poprowadziła w bok idąc krótszym bokiem prostokąta. Przeszła ponownie w kłus. Ogród znajdował się wśród największych dworów, które kiedykolwiek widziała. Szybko odrzuciła myśl, aby to była posiadłość jakiegoś króla. Wątpiła, aby istniał jakiś śmiertelnik na tyle majętny aby mieć tak rozległą posiadłość i na tyle głupi, aby budować coś tak kosztownego w tej okolicy. Nie mógł to być anioł, bo budowały domy w głębi swojej ojczyzny a majątek prędzej poświęcały na pomoc potrzebującym niż na własne zbytki. Włości nie należały też do zjawy, bo znajdowały się zbyt blisko umownej granicy. Postać długo zastanawiała się, lecz nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie: kto i po co utrzymywałby tu tak duży ogród?
Dotarła do końca krótszej krawędzi. Spięła konia, który z ochotą przeszedł natychmiast w galop. Pędzili dość długo nim przebiegli drugi bok. Znaleźli się na ładnej, zadbanej łące położonej niedaleko boru. Zatrzymali się gwałtownie.
– To jest największy ogród jaki w życiu widziałem – wymamrotał byt do klaczy. – Nawet Gospodarz nie zrobił sobie tak wielkiego. A bez problemu mógłby.
Postać pokierowała konia w stronę wielkiej, złocistej i szeroko otwartej bramy. Przyjrzała się jej zdobieniom i odczuła silny niepokój.
Ujrzała wykute w bramie pawie. Wszystko zostało ozdobione starannie do tego stopnia, iż można było dostrzec jak pióra układają się na ciałach ptaków, a ich piękne ogony zdawały się wręcz stworzone z niezwykle cienkich, złotych nitek. Na samej górze bramy widniał herb z symbolem, który zawierał w sobie dużo pozawijanych, subtelnych linii i na samym jego szczycie znajdował się okrąg. Postać spróbowała przypomnieć sobie, jak wyglądał znak na herbie pewnej istoty lubiącej pawie, lecz nie mogła go nawet częściowo odwzorować. Toteż przyjrzała się uważnie symbolowi starając się odczytać jak najwięcej informacji o jego właścicielu, który musiał być zjawą przez sam fakt posiadania go. Na szczycie znaku znajdował się okrąg, który niósł w sobie informację o poziomie w hierarchii pośród swych pobratymców. Oznaczało to w tym wypadku, iż byt ten był lub jest prawą ręką jednej z najpotężniejszych istot lub kimś o mocy równie potężnej. Istotne znaczenie miał także styl symbolu. Charakteryzował się on płynnością oraz łagodnością wzorów, toteż moce właściciela nie znajdowały odzwierciedlenia swojej potęgi w świecie materialnym, lecz wpływały na uczucia i umysł różnych istot. Innym istotnym faktem była złożoność symbolu, która oznaczała, iż byt miał szerokie zdolności oraz jego umiejętności magiczne nie ograniczały się do jednej czy dwóch czynności. To sugerowało, że tę istotę cechowała ogromna potęga oraz leciwość.
Postać zsiadła z konia i poklepała go po boku. Ten zarżał cicho, po czym rozwiał się niczym dym z ugaszonego ogniska. Wyciągnęła zza pasa kawałek papieru i węgla. Przerysowała pospiesznie symbol, po czym przeszła przez otwartą bramę, której nie strzegły żadne zaklęcia. Zaczęła niespiesznie iść żwirową ścieżką prowadzącą do wielkiego pałacu. Nie weszła jednak do niego, ponieważ postanowiła rozejrzeć się po ogrodzie. Zboczyła ze szlaku i poczęła z wielką ostrożnością przechadzać się wśród równo przyciętych żywopłotów. Gdzieś niedaleko źródło miał szemrzący strumyk a za zielonymi murami roślinności spoglądały nieśmiało na Postać kwiaty o pastelowych barwach oraz niezwykle silnej woni.
Wtem istota usłyszała za sobą subtelny szelest. Odwróciła się nerwowo. Dostojny paw uniósł w popłochu ogon rozpościerając go majestatycznie. Postać rozejrzała się wokoło aby upewnić się, czy ktoś jeszcze jej nie towarzyszy, po czym ruszyła dalej. Zaczęła przemieszczać się pod leciwymi drzewami, które prawdopodobnie należały kiedyś do lasu. Co jakiś czas pomiędzy grubymi korzeniami stał na wysokim piedestale pomnik przedstawiający najczęściej jakiegoś młodzieńca bądź niewiastę. Całość zdawała się tworzyć niezwykły labirynt, gdzie nigdy nie było wiadomo, czy zaraz ujrzy się jedno z drzew czy dzieł sztuki. Wszystko to, co widziała Postać, aby zostać utrzymane w tak zadbanym stanie, wymagało wielu godzin regularnej pracy niezliczonych par rąk. Istota postanowiła zawrócić i pójść do budynku, w którym spodziewała się, iż ujrzy znacznie więcej istotnych rzeczy.
Wróciła zupełnie inną drogą podchodząc do pałacu od strony tarasu. Wielkie, w większości przeszklone drzwi stały otworem, jakby zapraszając zbłąkanych podróżnych. Istota zatrzymała się w progu i spróbowała za pomocą magii wyczuć, czy w pobliżu nie znajduje się nic potężnego. Nie wykryła żadnego skupiska energii, lecz to wciąż nic nie znaczyło, ponieważ byt, którego obecności obawiała się najbardziej, został dawno temu zamknięty w zbroi blokującej niemalże całkowicie jego magiczne zdolności, ale też ochraniającej go przed wszystkimi atakami.
Postać weszła do budynku trzymając dłoń na rękojeści miecza. Ku jej zaskoczeniu w środku dominowały różnorodne barwy, przeważnie pastelowe. Było to niezwykłe, albowiem oznaczało to, iż nie zawitała tu nigdy na dłużej żadna zjawa. Stwierdziła to na podstawie tego, że przez częstą oraz długą obecność istot mroku wiele kolorów przybierało nieodwracalnie ciemniejsze odcienie. Te zaś trwały w swojej przyjemnej dla oka pastelowej barwie.
Oderwała myśli od kolorów wypełniających pomieszczenie i skupiła się na jego innych elementach. Spojrzała na bogato zdobione meble. Następnie przeniosła wzrok na ściany przyozdobione wiszącymi arrasami przedstawiającymi rajskie ogrody i żyjących w nich szczęśliwych ludzi, niekiedy w towarzystwie zwierząt, rolnych, dzikich lub magicznych. Znajdowało się tam również pyszniące się swoimi barwami ptactwo, wśród którego dominowały pawie. One, jako widoczni ulubieńcy gospodarza, pojawiały się też na świecznikach oraz innych metalowych zdobieniach. Istota zerknęła na wiszące w oddali lustro i przeniosła wzrok na duży stół stojący na środku pokoju, który skrył się pośród panującego tu przepychu. Był on zastawiony jak do uczty dla dwóch osób. Sztućce bogate w rozmaite wzory układające się w roślinny motyw połyskiwały zachęcająco. Ozdobna porcelana cierpliwie czekała na przybycie biesiadników i służących niosących różnorodne potrawy goszczące jedynie na królewskich ucztach.
Postać ostrożnie przeszła do sąsiedniego pomieszczenia, któremu trudno było przypisać jakąkolwiek funkcję. Spostrzegła tam lustro a w nim swoje odbicie. Przypatrywała mu się przez pewien czas, lecz ze względu na to, iż obecnie czuła się znacznie lepiej niż w zmieniającej się budowli, to nie wywołało u niej tak burzliwych emocji jak tam. Przyglądała się sobie raczej obojętnie, choć zdawało się jej, że jest w zwierciadle coś dziwnego, aczkolwiek nie potrafiła stwierdzić co. Jej spojrzenie padło na wąski i wysoki regał pełen ksiąg. Wzbudziło to w niej podziw, ponieważ posiadanie nawet kilku tomów na ogół wymagało dużych nakładów finansowych oraz czasu, chyba że były to dzieła gospodarza, co wciąż jednak wywoływało zdumienie.
Istota przeszła do kolejnego pomieszczenia, znacznie większego od wcześniejszych. Nie cechowało się ono obfitością we wszelkiego rodzaju zdobieniach, chociaż nawet tu meble musiały mieć swój wyjątkowy wygląd a ściany zostać przyodziane w ozdobne tkaniny. Na samym środku pokoju znajdował się wielki okrągły stół z fotelami przygotowanymi dla dwóch, siedzących naprzeciwko siebie osób. Przy miejscach znajdowały się jedynie trzy rzeczy: pióro, kałamarz oraz nieskazitelnie czysty papier. Postać przeszył dreszcz niepokoju. Pasowało to wszystko do tego, co mogła robić istota, której się obawiała. Natychmiast odrzuciła tę myśl. Wiedziała przecież, że jej powrót był niemożliwy. Zbadała znajdujące się na stole przedmioty. Jedyna magia, jaką w nich odkryła to to, iż wzmocniono działanie atramentu, aby wysechł szybciej oraz nie rozmazywał się.
Postać odeszła od stołu i przeszła do innego pomieszczenia, w którym ponownie przywitał ją przepych. Jej oczy od razu natrafiły na prowadzące na wyższe piętro schody. Zmierzyła wzrokiem ozdobioną pawiami balustradę oraz zawieszone przy stopniach lustro. Uznała, iż najpierw wejdzie wyżej, a parter dokończy zwiedzać później.
Postawiła nogę na pierwszym stopniu, gdy wtem dostrzegła kątem oka, że zwierciadło zafalowało. Natychmiast cofnęła się. Z lustra zaczęła wydobywać się mgła. Opary poczęły zakrywać podłogę i roztaczać niezwykle uspokajającą oraz otumaniającą woń. Ze zwierciadła powoli wyłaniały się istoty wyglądem zbliżone do jej sługi, lecz zamiast ogona miały nogi. Zdjęła rękę z miecza i wyciągnęła ją przed siebie. Zamigotało w powietrzu kilka szarych iskier, które eksplodowały z trzaskiem nie czyniąc nikomu szkody. Służyły jedynie za ostrzeżenie. Zjawy cofnęły się niepewnie.
Wtem Postać usłyszała znany jej dźwięk. Miarowe stukanie. Ktoś w pełnym rynsztunku zaczął niespiesznie schodzić po schodach. Metalowa rękawica zaczęła wydawać z zetknięciu z balustradą cichy zgrzyt.
Postać z przestrachem machnęła ręką. W powietrzu pojawiło się znacznie więcej niż uprzednio iskier, które zawędrowały na schody i pomiędzy zjawy, wywołując tym samym ogromny chaos. Nie tracąc czasu przemieniła się w chmurę czarnych oparów. Z trzaskiem poczęła otwierać drzwi do sal. Chciała jak najszybciej dostać się do wyjścia. Usłyszała za sobą huk wypuszczonych uprzednio iskier. Natrafiła na duże frontowe drzwi, które wyważyła łamiąc przy tym część zawiasów. Przeleciała ponad bramą. Wezwała myślami swojego konia. Nad ziemią poczęły zbierać się czarne opary, formując się w kształt zwierzęcia. Gdy klacz przybrała swoją formę, istota zmaterializowała się i wsiadła na nią. Spięła wierzchowca, który stanął dęba młócąc przednimi nogami powietrze. Zarżał wyzywająco.
Istota spojrzała w stronę pałacu. Przy częściowo wyłamanych drzwiach stała odziana w połyskującą zbroję sylwetka. Właściciel posiadłości machał do niej jakby na pożegnanie. Postać ogarnęła wściekłość, lecz na razie nic nie mogła z tym zrobić. Ruszyła cwałem, aby jak najszybciej oddalić się od tego miejsca.